Pokemon World

~*~
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 W kolejce do przepaści

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Croup



Liczba postów : 7
Join date : 24/07/2013

PisanieTemat: W kolejce do przepaści   Czw Lip 25, 2013 1:25 pm

O, trafiłeś aż tutaj? No prosz~ I chcesz się do mnie jeszcze zapisać? Ale wiesz. Ja nie przyjmuje każdego. Prawdę mówiąc, mało kto zdaje Test. A jeszcze mniej Okres Próbny. No ale skoro jesteś gotów, masz pomysł, to czemu nie...?

Jak ktoś przejdzie zapisy - to ja wiele wymagać nie będę. Tylko zachowania poziomu, nie popędzania i, co najważniejsze, inicjatywy. Bo nie będę prowadził dla kogoś, kto potrafi tylko 'zdawać się na mg'. Nie tak dużo, prawda? Poza tym - pisze długie posty, więc fajnie by było gdybyś i ty się postarał//postarała.

A to wzór:
Kod:

[b]Imię i nazwisko:[/b] Postaci, ofkors
[b]Wiek:[/b]
[b]Charakter:[/b] Ten punkt to wbrew pozorom taki błahy nie jest, bo pamiętaj że ODGRYWASZ SWOJĄ POSTAĆ, więc odniesienia do charakteru - wymagane.
[b]Wygląd:[/b]
[b]Historia:[/b]
[b]Cel:[/b]
[b]Typ przygody:[/b] Właściwie to mogę prowadzić wszystko - od kryminału do fantastyki. Pokemonowej, rzecz jasna.
[b]Inne informacje:[/b]Wszystko, co się nie zmieściło gdzie indziej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Muszelka.

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 18/07/2013

PisanieTemat: Re: W kolejce do przepaści   Czw Lip 25, 2013 7:35 pm

Imię i nazwisko: ] Imienia nie mam. Jestem po prostu Muszelka.
Wiek: około 13 lat.
Charakter: Zacznijmy od tego, że charakteru prawie nie ma. Póki co, w jego przypadku to jest tylko parę pojedynczych cech, które przebijają się przez ogarniające go bez przerwy przerażenie. Więc jaki, chociaż mniej więcej jest Muszelka? Jest bardzo nieufny i ostrożny. Absolutnie wszystko jest dla niego zagrożeniem a zdobycie jego zaufania jest niemal niemożliwe. Należy wspomnieć, że jest całkowitą niemową a jakikolwiek ludzki język jest dla niego czymś całkowicie nowym, obcym i niezrozumiałym. W jego przypadku można mówić nawet o pewnym stopniu upośledzenia umysłowego, którego szczegółów nie będę teraz zdradzać. Bywa osobą nieco samolubną. Jest zupełnie aspołeczny, gdyż nigdy nei miał kontaktów z ludźmi ani z pokemonami.
Wygląd: Jego sylwetka najbardziej przypomina stracha na wróble. To jedyne sensowne porównanie, które jednak i tak nie jest do końca adekwatne. Muszelka jest bardzo chudym chłopcem. Ma nieproporcjonalnie długie nogi i ręce, przez co sprawia wrażenie niezwykle niezgrabnego i niezręcznego. Jest wysoki, chociaż nie jest dryblasem. Składa się dokładnie z samej skóry i kości. Skóra ta ma przy tym niezdrową, żółtawą barwę. Kiedy się na niego patrzy, ma się ochotę natychmiast odwrócić wzrok. Nie jest to kwestia tylko tego, że wygląda, jakby miał zaraz umrzeć ale... ma się wrażenie, patrząc na niego, że patrzy się na coś, na co nie wolno się gapić. Jakby obserwowało się coś bardzo wstydliwego, czego nie powinno się pokazywać. Skóra opina jego kości bardzo ciasno, sprawiając, że można je policzyć bardzo dokładnie. Szczególnie skrajnie wygląda to na jego kolanach i łokciach. Posiada nieco nieproporcjonalnie dużo dłonie, które tylko z pozoru są niezdarne.
Jeśli chodzi o jego twarz, to jest raczej sympatyczna. Muszelka ma wielkie, prawie idealnie czarne oczy, których tak często gości przerażenie. Ma drobną twarzyczkę małego dziecka. Bladą cerę. Drobne, różowe usteczka. Nieodstające, nieduże uszy. W tym wieku w zasadzie powinno się już decydować, czy ktoś jest przystojny a nie czy jest śliczny ale w przypadku Muszelki wciąż bardzo trudno to sprecyzować.

(ogólnie, to nie znalazłam zdjęcia ani rysunku, który oddawałby Muszelkę takiego, jak ja go sobie wyobrażam, ale tu jest to, co najbardziej pasuje, chociaż ciągle jest bardzo daleko od ideału.)

Historia: ] Ciemny wieczór. Zimny wieczór. Tuli zmarznięte dłonie do wzdętego brzucha. Ciepłe, słone łzy spływają po rozgrzanych policzkach. Patrzy na pogniecioną kartkę na swoim podołku. W jej głowie od paru godzin trwa burza. Od wymuszonej, niewygodnej pozycji zdrętwiały wszystkie mięśnie i wrzeszczą teraz w proteście. Żądają, żeby wstała, ale ona ich nie słyszy. Słyszy tylko głos tego mężczyzny Nie wychowasz tego dziecka. Nie wyrośnie przy tobie na dobrego człowieka. My damy mu lepszą przyszłość. Znów fala gorącego bólu zalewa jej serce. Jak mogłaby oddać obcemu człowiekowi to wspaniałe, poruczające się pod jej palcami maleństwo? Oddać je w czyjeś brudne, lepkie łapska, nie mieć pojęcia, jaka przyszłość je czeka. Znów wstrząsa nią silny dreszcz. Wie, że to chłopiec. Matki to po prostu wiedzą. Uśmiecha się do niego przez łzy. Obyś był tak przystojny, jak twój tato, myśli, po czym znów bierze w dłonie wymiętą kartkę od ciągłego zgniatania i rozwijania. Widnieją na nim dwie liczby wypisane starannym, drobnym i pochyłym pismem. Pierwsza jest numerem telefonu. Druga to kwota, jaką dostanie… jeśli odda im swoje dziecko. A na odwrocie adres, bo przecież nie ma telefonu, „gdyby jednak zmieniła zdanie. Za nic nie musiała by płacić. Hospitalizacja, posiłki, świeża prasa, miękka, pachnąca pościel przez miesiąc aż do rozwiązania. Brzmi lepiej niż trzy gazety, dwa stare kartony i dziurawy koc. A na śniadanie i kolację to, co znajdzie. Po opuszczeniu ich ośrodka dostałaby tyle pieniędzy, że starczyłoby jej na mieszkanie i opłacanie go przez, co najmniej pół roku, dopóki nie znalazłaby pracy. Kocha go. Każdy jego delikatny ruch pod jej skórą. Ale decyzja jest oczywista.
* * *
Drzwi, na które patrzy są nieco inne, niż się spodziewała. Szpital kojarzy się z bielą, sterylnością, bezpłciowością. One są czerwone. Widnieje na nich jaskrawo-pomarańczowa tabliczka z starannie wygrawerowanym napisem „Radość odzyskania”. Nie rozumie jej, ale nie zastanawia się na tym dłużej, po prostu naciska na klamkę. Drugą dłonią cały czas obejmuje brzuch. Wita ją przyjemny zapach. Znów coś, czego się nie spodziewała. Leki, gotowana marchewka, ewentualnie trochę farby no i wapno. Ale czuje zupełnie, co innego. Skoszona trawa? Skąd wzięła się w budynku świeżo skoszona trawa? Jeszcze mydło i gorąca czekolada. Na jej brudnej, spoconej twarzy pojawia się uśmiech. Wnętrze również nie jest takie, jak powinno. Obserwuje ją śliczna, uśmiechnięta recepcjonistka a nie stara zezgredziała baba. Ściany pomalowane są na letnie niebo. Całe wspaniale niebieskie pokryte nieregularnie białymi kłębkami obłoków. Wszystko jest tak realne, że ma wrażenie, że znów jest lato a jej skórę za parę sekund zaczną pieścić ciepłe promienie słońca. Podchodzi do okienka recepcji i ciągle z niedowierzaniem na twarzy wypowiada swoje nazwisko i że miała się tu pojawić w sprawie… młoda kobieta nie pozwala jej jednak dokończyć, w jakiej to sprawie, tylko szybko wychodzi zza lady i uprzejmie prowadzi bezdomną do jednych z niebiańskich drzwi i informuje, że doktor przyjmie ją, jak tylko będzie mógł, po czym z uprzejmym uśmiechem odchodzi. Ona zostaje sama w poczekalni i rozgląda się w ciszy po korytarzu. Podchodzi do ściany i głaszcze ją opuszkiem brudnego palca, zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewała. Jedyna anomalia, z jaką się spotyka to, to że ściana jest ciepła. Spogląda w dół i widzi, jak bardzo jest brudna. Szybko otrzepuje spodnie, które kiedyś były jasnoniebieskie z kurzu i wyschniętego błota.
- Och, jest pani! – odzywa się za nią uradowany głos. Odwraca się i widzi okrągłego, rumianego mężczyznę o niezwykle przyjemnej twarzy, który zaprasza ją ruchem ręki do środka otwartego na oścież gabinetu. Kobieta garbi się nieco i wchodzi do pomieszczenia. Sekundę później słyszy za sobą odgłos zamykanych drzwi. Pokój, w którym się znajduje, w niczym nie przypomina gabinetu doktora. Ściany pomalowane są dokładnie tak samo, jak korytarz, z tym że tutaj dodatkowo na letnim niebie pojawiają się ptaki. Widać je niewiarygodnie szczegółowo i realnie, jakby obrazy były fototapetą. Dopiero po mniej więcej minucie szczegółowego analizowania gabinetu decyduje się na spojrzenie na mężczyznę, który przez cały czas uprzejmie czeka aż kobieta sama zdecyduje się rozpocząć rozmowę.
- Ja w sprawie… pana… oferty. – mówi. Nie zdążyła jeszcze pozbyć się lekko strwożonego drżenia ze swojego głosu, dlatego odchrząkuje i skupia się na twarzy lekarza. Jest bardzo sympatyczna tak, jak jej się wydawało, kiedy spojrzała na niego na ułamek sekundy na korytarzu. Nie ma wąsów, co ją dziwi, bo lekarze kojarzą jej się głównie z krzaczastymi wąsami. Ma małe, błyszczące oczka w niewiadomym kolorze i wydatne, szerokie usta. Jego strój jest jednak taki, jaki powinien być. Jasnozielony fartuch, stetoskop w kieszeni a w drugiej okulary z grubymi szkłami. Jest na oko piętnaście lat starszy od niej.
- Ależ doskonale zdaję sobie sprawę, dlaczego pani się tutaj znalazła. Ach, proszę usiąść, proszę! – mówi swoim niskim acz przyjemnie zachrypniętym głosem, wskazując jej dwa skórzane fotele, zajmujące miejsce pod ścianą. Kobieta cały czas lekko zlękniona wykonuje jego polecenie. Obserwuje, jak doktor powoli zasiada na drugim, wypełniając go całkowicie. Wzdycha głęboko, po czym przez chwilę przygląda się malunku na ścianie. Może to złe słowo. Patrzy na niego, ale myślami wyraźnie jest daleko od pięknych sokołów wędrownych.
- Zdajemy sobie sprawę, że to dla pani bardzo trudna decyzja. Jednak mogę panią zapewnić, że nie będzie pani żałowała swojej decyzji – tym razem nie patrzy na nią, odzywając się. Wzrok ma ciągle wbity w ścianę, zupełnie odległy a głos ma nieobecny, z wyraźną nutą wujowskiego współczucia. Ciężarna tylko kiwa głową, zastanawiając się, czy zdać pytanie, które tak ją dręczy. W końcu, kiedy doktor nic nie mówi, odchrząkuje krótko i wątłym, cichym głosem zaczyna mówić.
- Mógłby pan wyjaśnić mi, po co… on wam właściwie jest? – spytała nieśmiało, próbując wymusić spojrzeniem od doktora patrzenie jej w oczy. Mężczyzna jednak sam to robi a na jego rumianej twarzy błąka się lekki uśmiech.
- To projekt polegający na adoptowaniu dzieci z najróżniejszych środowisk i wychowywaniu ich wszystkich w tych samych warunkach, żeby później porównać ich charaktery. – wyjaśnia uprzejmie.
* * *
- Jaka z niego śliczna muszelka… – mówi uradowana, patrząc na obraz ultrasonografu, na którym widnieje obraz niemal w pełni rozwiniętego dziecka. Po policzkach znów płyną jej łzy.
* * *

Jego włosy są wręcz niewiarygodnie czarne, kiedy wyjmują go z jej wnętrza. Nie pozwolono jej rzecz jasna urodzić normalnie w obawie, że dziecko mogłoby się uszkodzić. Ogłupiała częściową narkozą woła za nim „Żegnaj, moja muszelko”, kiedy pielęgniarka wynosi go z sali. Więcej już go nie widzi.
I tu na zawsze rozchodzą się ścieżki matki i syna. Muszelka miał nie zapamiętać zupełnie nic ze swojego życia w normalnych warunkach, jednak nikt nie ma pojęcia, że to jedno słowo, którym określiła go jego matka, zostanie w jego pamięci na zawsze. Matka zostaje obdarowana niebotyczną sumą pieniędzy i wypisana ze szpitala. Teraz skupimy się na nim. Na chłopcu, którego będziemy od tej chwili nazywać Muszelką.
Zaraz po tym, jak zostaje wyrwany z ciepłego łona swojej kochającej matki, zostaje podłączony do dziesiątek urządzeń, które w mgnieniu oka określają jego stan, jako „dobry”. Teraz zostaje włożony do białego pokoju. Ten jako jedyny w całym szpitalu „Radość odzyskania” jest odpowiedni dla tego miejsca. Śnieżnobiały pozbawiony okien i… pusty. Żadnych mebli, obrazów. Tylko biała farba. Żadnych zapachów. Jest w nim dość ciepło. Na tyle ciepło, że można w nim położyć nagie, nowonarodzone dziecko bez żadnego przykrycia. Bo o to w tym wszystkim chodzi. Muszelka miał nie mieć nic. Miał być tylko on. Jedzenie podawane wprost do żył, żadnego kontaktu z ludźmi. Ściany zrobione z luster weneckich kryły za sobą dziesiątki lekarzy, którzy mieli od tej pory dokładnie obserwować jego rozwój. Brutalny eksperyment, polegający na zabraniu dziecku wszystkiego, co ludzkie. Chciano wiedzieć, ile człowieka ma w sobie człowiek, któremu nie dostarczy się niczego, co ludzkie. Chłopiec sam musiał nauczyć się chodzić, podpierając niemrawo o lustrzane ściany. Żył w tej bezpiecznej nudzie aż do wydarzenia, które miało miejsce bardzo niedawno. Kiedy osiągnął pewien wiek, przez rurki, którymi dostawał do tej pory jedzenie, został mu podany środek usypiający. Chłopiec został przeniesiony… do środka ogromnego lasu. Poustawiano tam setki tysięcy kamer, które odtąd będą śledzić każdy ruch nieludzkiego dziecka.

Cel: Stać się "prawdziwym chłopcem" (jak Pinokio Smile, nauczyć się mówić, zostać prawdziwym hodowcą pokemonów (ale to dopiero, kiedy okryje, że pokemony są jego przyjaciółmi) i wiele innych, związanych z odzyskaniem człowieczeństwa.
Typ przygody: Jej, nie mam pojęcia. Następny punkt chyba wyjaśni.
Inne informacje: Tak, więc... Muszelka jest niemową, to przede wszystkim. Potrafi się porozumiewać tylko za pomocą mimiki twarzy i zwierzęcych pomruków. No i mam sporo uwag, co do tej przygody. Przede wszystkim, nie może się opierać na łapaniu i trenowaniu pokemonów, bo Muszelka nie ma pojęcia o czymś takim. Mam pomysł, jak mógłby odkryć walki pokemon: na przykład zaatakowałby ich dziki pokemon a on kazałby Czkawce go bronić i tak odkryłby, że pokemony robią się silniejsze po walkach. Sam proces asymilacji Czkawki z Muszelką musi być długim i trudnym procesem pełnym zarówno kroków w tył jak i w przód. Mam jeszcze prośbę, żeby wszystko, co kupię Muszelka znajdował w lesie lub przynosił mu Czkawka (łącznie z tym całym zestawem na start). Jak będę miała coś do dodania, to się odezwę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Croup



Liczba postów : 7
Join date : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: W kolejce do przepaści   Czw Lip 25, 2013 9:03 pm

Zgadzam się, jest super c: Przygodę założę jutro. Lub pojutrze, zależy jak pójdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W kolejce do przepaści   

Powrót do góry Go down
 
W kolejce do przepaści
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pokemon World :: Offtop :: ~Archiwum~-
Skocz do: